Bukowo Morskie – Jarosławiec: 29,2 km
Łączny dystans: 203 km – 36,84% trasy
Między morzem, a jeziorem
Jednym z podstawowych elementów przygotowań do maratonu są długie wybiegania liczące najczęściej po około 30 km, bo dopiero na takim dystansie organizm biegacza jest w stanie naprawdę poczuć, jak wygląda zmęczenie w tak długim biegu. I nie chodzi tu raczej o intensywność samego wysiłku, ale o jego długotrwałość. Bo w okolicy 30-32 km już naprawdę odechciewa się biegać… Mój dzisiejszy, ósmy już etap Baltic Tour 2022 miał prawie 30 km i był jednym z najcięższych od początku całej wyprawy. Tym bardziej, że rano czułem jeszcze w nogach dwadzieścia kilka kilometrów z dnia wczorajszego, słońce schowało się za chmurami, a silny wiatr w twarz postanowił sprawdzić naszą odporność psychofizyczną. Z braku lepszego zajęcia, na pierwszych kilometrach dzisiejszego biegu z Albertem, pogrążyliśmy się w rozważaniach na temat maratonu – jedynego w swoim rodzaju biegu na tym królewskim dystansie 42,195 km. Nasze rozważania były o tyle uzasadnione, że Albert właśnie przygotowuje się do debiutu na tym dystansie, a ja swoje ukończone maratony już niedługo przestanę liczyć. 😊 W każdym razie dzisiaj mieliśmy zrobić naprawdę długie wybieganie, co podsumowaliśmy znanym stwierdzeniem biegaczy, że maraton to ból, do którego trzeba się przyzwyczaić i po prostu go…zignorować przez ostatnie 10-12 kilometrów. Dzisiaj mieliśmy do przebiegnięcia trochę mniej, ale łączna liczba przebiegniętych kilometrów od początku wyprawy Baltic Tour (już ponad 180 km) zaczyna wywierać na mnie coraz większy wpływ. Ból mojej, lewej nogi niestety nie ustępuje, a dzisiaj do tego doszło jeszcze bolesne obtarcie palców prawej stopy na poprzednim etapie.
Błądząc nieco po lokalnych drogach i doradzanych przez mieszkańców „skrótach”, które często wzajemnie się wykluczały dotarliśmy do latarni morskiej (nr 6) w Darłowie „rozmieniając” pierwszą dyszkę w dniu dzisiejszym i gdzie czekali na nas kolejni, przemili biegacze ze Sławna. Od razu troskliwie się nami zajęli, pomagając na przykład w wykonaniu profesjonalnego opatrunku moich krwawiących palców prawej stopy. Potem poprowadzili nas cudowną, nadmorską drogą ciągnącą się przez wiele kilometrów wąskimi wydmami pomiędzy Bałtykiem, a jeziorem Kopań. Pomyślałem sobie wtedy, jak cudowne jest bieganie, bo pewnie gdyby nie ono, to nigdy bym tutaj nie dotarł i nie zobaczył tak pięknego miejsca nad polskim morzem. Nawet nie zauważyłem kiedy „pękła” druga dycha, a potem już prawie byliśmy w domu. 😊 Po drodze w miejscowości Wicie, osiągnęliśmy geograficzny środek polskiego wybrzeża (262 km), co uwieczniliśmy pamiątkowymi zdjęciami. Stamtąd do naszej, kolejnej latarni morskiej (nr 7) w Jarosławcu było już tylko ok. 6-7 km. Niby niewiele, ale ja zacząłem już odczuwać syndrom „30-go kilometra” maratonu. Reszta mojej energii zaczęła ulatniać się w błyskawicznym tempie, co obserwowałem na swoim zegarku Garmin-a, który z minuty na minutę pokazywał dramatycznie szybkie wyczerpywanie się pozostałego mi zasobu energii. Skąd ja to wiedziałem?
A to dzięki bardzo przydatnej funkcji, jaką stworzyła ostatnio firma Garmin, pod nazwą Stamina, czyli szacowanej wytrzymałości oraz kondycji potrzebnej do ukończeniu wysiłku fizycznego o określonym stopniu intensywności, a mój był dzisiaj naprawdę ogromny (zrobiłem w końcu ponad 40 tys. kroków !). Pod koniec biegu, czułem to dosłownie z każdym pokonanym metrem. W największym skrócie, wspomniana stamina pokazuje, ile energii pozostało nam w zapasie, aby móc dotrzeć do mety. Opracowana przez firmę Garmin funkcja pokazuje Staminę potencjalną i rzeczywistą. Ta pierwsza, pokazuje całkowitą pojemność naszego, „zbiornika na paliwo” i szybko spada podczas intensywnego wysiłku. Druga, czyli stamina rzeczywista pokazuje – ile jeszcze paliwa zostało w naszym baku. Moje, dzisiejsze paliwo było pod koniec biegu już na całkowitym wyczerpaniu i przypominało samochodowy rajd… „o kropelce” (czyli kto przejedzie dalej na przysłowiowej kropli paliwa). Rano zaczynałem z poziomu 80%, a gdy kończyliśmy, pułap mojej staminy, czyli energetycznego paliwa w moim „baku” wynosił zaledwie 8 procent, co i tak było lepszym wynikiem, niż podczas dwóch poprzednich etapów Baltic Tour, gdy moja rzeczywista stamina zjechała, absolutnie do zera.
Ze wspaniałymi biegaczami ze Sławna pożegnaliśmy się pod latarnią morską w Jarosławcu (nr 7), szczerze żałując, że nie pobiegną z nami jutro dalej. No, ale cóż tak wypadło. Tymczasem jutro znowu bardzo długi etap do Ustki na którym już wiem, że będzie wiało, bo gdy piszę późnym wieczorem te słowa, król Bałtyk naprawdę groźnie pomrukuje…
Jutro także nastąpi zmiana mojego, biegowego „suportu” ze Sklepu Biegacza, który towarzyszył mi od samego początku wyprawy Baltic Tour 2022 (aż trudno uwierzyć, że dzisiaj minął już jej tydzień !). Ola, Przemek i Albert po jutrzejszym etapie wracają do W-wy, a ja będę podążał dalej wzdłuż polskiego wybrzeża. Ich pomoc była naprawdę bezcenna, a moja wdzięczność dla nich jest przeogromna! 😊 I bardzo się cieszę, że mogę przekazać wieść z ostatniej chwili, że oto dzięki wyprawie biegowej Baltic Tour 2022 zyskaliśmy Certyfikowanego Pilota Drona, gdyż Przemek właśnie zdał dzisiaj (on-line) stosowny egzamin w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego i może teraz sobie latać tą naszą ”muchą” praktycznie gdzie chce! 😊 (no prawie, czyli wszędzie tam, gdzie mu na to pozwolą…).
Stan morza na dzisiaj (wg IMGW-PIB Gdynia):
Bałtyk Południowy – gdzie wciąż jesteśmy.
Wiatr południowo-zachodni do zachodniego 4 do 5 wzrastający na 6 do 7, w porywach 8 w skali Beauforta (czyli Sztorm !). Stan morza 2 do 3. później 4 do 5. Temperatura powietrza około 6°C. Widzialność dobra. Co oznacza, że będzie wiało coraz mocniej. ☹
