Etap 6 – Przez Nawra Mountains… 2013-03-25

Od teraz będę już zawsze pamiętał, że jest na Mazurach miejscowość Nawra, która leży po prostu…w górach. I to jeszcze jakich ! Kiedy w pewnym momencie dzisiejszej trasy wybiegłem zza pobliskiego zakrętu i zobaczyłem otwartą przestrzeń oraz podbieg, jaki mnie zaraz czekał, to omal nie usiadłem z wrażenia…

 To już nie były pagórki Wzgórz Dylewskich, ale regularne góry z serpentyną wspinającej się drogi i przełęczą na szczycie. Nie było nawet mowy, żebym pokonał ten podbieg za jednym razem. Grzesiek, który jechał dużo przede mną, przezornie pojechał na sam szczyt, żeby lepiej widzieć jak się będę męczył…). Jakoś się tam w końcu wdrapałem, choć stawałem kilka razy. Wcześniej biegło mi się całkiem nieźle, choć zaczynałem dzisiejszy etap z duszą na ramieniu, po wczorajszym kryzysie. Obawiałem się bardzo, żeby nie było powtórki z wczoraj, więc tak jak napisałem wcześniej, postanowiłem biec znacznie wolniej, czyli w tempie na ok. 6 minut/km. Słońce świeciło, ale wcale ciepło nie było, gdyż lodowaty wiatr na otwartych przestrzeniach był strasznie dokuczliwy. Biegłem prawie cały czas w kapturze, a tego, że nie posmarowałem sobie dzisiaj twarzy kremem żałowałem już na pierwszym kilometrze trasy. Jakby mi ktoś wbijał szpilki w twarz ! Tylko na odcinkach leśnych było nieco lepiej. Zmieniłem również dzisiaj buty (na bardziej terenowe), przewidując, że będę biegł główni bocznymi drogami, gdzie leży jeszcze mnóstwo śniegu. Generalnie, miał to być jednak spokojny etap, przy w miarę ładnej pogodzie. I taki pewnie by był, gdyby się nie okazało, że tuż za miejscowością Skarlin zaczynają się prawdziwe góry !

Gdy w końcu dotarłem (mocno dysząc..) do wspomnianej Nawry, myśląc, że to już koniec wspinaczki na dzień dzisiejszy, okazało się, że byłem w błędzie bo za wsią był jeszcze jeden podbieg do samej przełęczy, skąd prawdziwą serpentyną drogi zbiegłem do Nowego Miasta Lubawskiego. Jest dobrze ! Pomyślałem. Poza tym, biegnę wolniej niż poprzednio, nic mi nie dokucza, mój Garmin pokazuje 20 pokonanych kilometrów, a kryzysu nie widać…

Trochę się przez takie myślenie zdekoncentrowałem i chwilę później, tuż za kolejnym rondem w Nowym Mieście Lubawskim moje „wsparcie techniczno-organizacyjne” po prostu zniknęło… Stałem jak baran przed kolejnym skrzyżowaniem i nie wiedziałem, w którą stronę biec dalej. Na szczęście po chwili zobaczyłem moje wsparcie jadące w moim kierunku, a potem… mijające mnie i skręcające w boczną drogę ! OK, każdy się może pomylić, mój doskonały pilot także. Podążyłem grzecznie za nim widząc przed sobą znowu niewielką górkę i około 500-metrowy podbieg. Ale po górach w okolicy Nawry to był Pikus! Na chwilę przeszedłem do marszu, żeby zjeść drugi żel i się napić, kiedy zadzwonił Grzesiek z samochodu, którego znowu nie miałem w zasięgu wzroku od jakiegoś czasu. Wtedy usłyszałem: „Ta górka, którą teraz pokonujesz to jest nic! Za nią zobaczysz następną… Tylko się nie przejmuj, bo to już ostatnia na dzisiaj ! Chwilę później JĄ zobaczyłem… Na jej szczycie stał sobie Grzesiek z aparatem i jak mi się wydawało chyba się uśmiechał na mój widok :). Ale było zbyt daleko, żebym był tego pewny…

Tak na oko, było przede mną do pokonania jakieś 1,5 kilometra niezłego podbiegu ! Na szczęście za szczytem tej okropnej góry były już moje docelowe Gwiździny, gdzie jednak wiało tak potwornie, że nawet założenie kaptura niewiele pomagało. Jakoś tam w końcu dobiegłem i zatrzymałem się przy sportowym boisku, Jak już wsiadłem do samochodu, zapytałem Grześka, który od urodzenia mieszka na Mazurach, czy był kiedykolwiek wcześniej w Gwiździnach ? Odparł krótko: „Nigdy w życiu !” I pewnie, nigdy by nie był (podobnie zresztą jak ja…), gdyby nie Mazury Tour 2013. A tak zobaczyliśmy obaj jak wygląda piękne boisko piłkarskie tutejszego klubu sportowego, którego równie piękna nazwa brzmi – KS Wicher Gwiździny. 🙂

 

 

Pokonuję Nawra Mountains na... Mazurach 🙂
Ten mały czerwony punkcik to ja 🙂
Pożegnanie w Nadleśnictwie Susz
Drogą przez las...
Piję ciepłą herbatę gdzieś w lesie
Ze strażakami z OSP Skarlin 🙂
Biedna zwierzyna szuka pożywienia
Dzisiaj było naprawdę ciężko 🙁
Przewijanie do góry