Etap 40 – Z powrotem w Kudypach !…2013-04-29

   „To już jest koniec, możemy iść…” – śpiewały kiedyś Elektryczne Gitary. Ja mogę teraz powiedzieć dokładnie tak samo, bo dzisiaj dobiegłem do Leśnego Arboretum w Kudypach pod Olsztynem, gdzie dokładnie 40 dni temu razem z Grześkiem zaczynaliśmy wyprawę biegową „Mazury Tour 2013”. W trakcie której przebiegłem 1020 kilometrów, okrążając w ten sposób cały region Warmii i Mazur.

   Tak więc, nieuchronnie nadeszła pora na podsumowanie oraz pożegnanie, bo ten dzisiejszy wpis, będzie zarazem ostatnim podczas „Mazury Tour 2013″. Najpierw jednak z kronikarskiego obowiązku parę zdań na temat dzisiejszego, najkrótszego etapu tej wyprawy. Rozpocząłem go punktualnie w południe w miejscowości Wrzesiny, gdzie wczoraj skończyliśmy. Szybko się okazało, że nie będę dzisiaj biegał sam, gdyż pojawiła się dość liczna grupa biegaczy z Olsztyna, która miała mi towarzyszyć, aż do samych Kudyp. Większości z nich nie znałem, ale pojawił się też Janek z AKM Olimp w Olsztynie, z którym już biegłem trzy dni temu i został wtedy obdarzony przydomkiem „strażnika tempa”, gdyż nikt inny tak jak on, nie potrafił dobrze trzymać równego tempa biegu i to praktycznie bez stosowania pulsometru (w końcu jego życiówka w maratonie na poziomie 2:38 godz. o czymś świadczy !). I Janek dzisiaj znowu bardzo się przydał,gdyż hamował mnie prawie co kilometr, kiedy mimowolnie przyśpieszałem i rwałem do przodu, czując w powietrzu unoszący się już… zapach mety. 😊

   Po kilku kilometrach asfaltowej szosy wbiegliśmy do lasu, gdzie podążaliśmy w miarę twardym duktem. Ale płasko nie było i co chwila pojawiał się jakiś podbieg. Poza tym wyszło słońce i zrobiło się naprawdę ciepło. Tuż przed miejscowością Łupstych, kiedy jeszcze w lesie pokonywaliśmy dziesiąty kilometr jeden z biegnących kolegów stwierdził, że jak na tak „zmasakrowane” nogi, jak określiłem obecny stan tych moich, to biegnę całkiem ładnie… Niestety, wypowiedział to w tzw. złą godzinę, bo zaledwie chwilę później, gdy tylko wybiegliśmy znowu na asfalt w Łupstychu, znowu się zaczęło. Dalej było już jak zwykle, czyli sztuczny lód i środki przeciwbólowe. Ale do mety były już zaledwie dwa kilometry, więc byłem pewny, że dotrwam. I dotrwałem. Gdy tam w końcu dobiegłem, to najpierw ucałowałem kostkę brukową przed Leśnym Arboretum w Kudypach, a potem nie mogłem już opanować łez wzruszenia. Na mecie, czekało na mnie bardzo wiele osób, bliskich i dalekich oraz przedstawiciele mediów. Od wszystkich odbierałem gratulacje i ze wszytkimi pamiątkowe zdjęcia. 🙂

   A teraz już pora na podsumowanie. Obiegłem Warmię i Mazury dookoła, głównie mało uczęszczanymi przez turystów szlakami. Jakie Mazury widziałem ? Bardzo różne. I te piękne z  urokliwymi zakątkami, o których istnieniu nie wiedzą czasem nawet mieszkańcy tego regionu i te wciąż zapuszczone, których nikt z pewnością nie chciałby odwiedzić. Widziałem Mazury czyste i zadbane, z nowymi chodnikami w małych wsiach, placami zabaw dla dzieci, nowoczesnymi boiskami dla młodzieży, jak i te brudne, z dziurami w drodze, gdzie w okresie jesienno-zimowym lepiej nie wychodzić z domu, bez tzw. „walonek”. Choć widziałem Mazury tętniące życiem, to w większości miejsc, które odwiedziłem słyszałem od miejscowych ludzi zazwyczaj to samo, czyli: o dramacie wysokiego bezrobocia oraz ucieczce stąd młodych ludzi w poszukiwaniu lepszego życia. W niejednym miejscu wygląda to wręcz dramatycznie, ale co innego mają zrobić młodzi ludzie w miejscowościach, gdzie stopa bezrobocia sięga 37 procent !? Niestety, jeżeli nic się zmieni, to za 10-15 lat będą to zupełnie wyludnione tereny naszego kraju. Bardzo szkoda, bo są naprawdę piękne, chociaż odwiedzałem je w pełni marcowo-kwietniowej… zimy Anno domini 2013.

   Obserwuję region Warmii i Mazur od ponad dwudziestu pięciu lat, a mieszkam tu już od kilku lat i zauważam jedną, fundamentalną zmianę. Wreszcie chyba zniknęła stąd na zawsze, atmosfera tymczasowości, która wcześniej tu dominowała, a którą najprościej można określić jednym zdaniem, które przed kilku laty usłyszałem od miejscowego człowieka: „Panie, a po co tu o coś dbać, jak i tak prędzej czy później, przyjdzie tutaj Niemiec i wszystko zabierze… ?”. No cóż, przykro to mówić, ale w wielu miejscowościach tego regionu wciąż pokutuje podobne myślenie. Zazwyczaj tam, gdzie jest najbiedniej i gdzie ludzie nie chcą brać spraw w swoje ręce… Niestety również, z kilkoma wyjątkami w postaci największych miast regionu, nie widziałem nigdzie Mazur bogatych i dostatnich. Nie spotkałem też na swojej drodze zbyt wielu tablic informacyjnych na temat pomocy finansowej Unii Europejskiej, które w innych regionach kraju można spotkać dosłownie na każdym kroku. Na Mazurach, które ja widziałem (czyli tych Mazurach B)to nadal rzadkość.

   A jak to wyglądało od strony samego biegu dookoła Mazur ? Ze zrozumiałych względów zacznę od tutejszych dróg, których stan jest dla mnie kompletną zagadką. Nie jestem bowiem w stanie pojąć, dlaczego przez dajmy na to 5 km, lokalna droga o małym natężeniu ruchu może być równa i utrzymana w doskonałym stanie, a dosłownie kilometr dalej dziura w jezdni dziurę pogania i straszy nie tylko kierowców, ale i również…potencjalnych biegaczy.

   Spotkani na trasie ludzie ? Fantastyczni ! Serdeczni, mili, otwarci i gościnni! 😊 Gotowi dawać bezinteresowną pomoc, co jest zjawiskiem raczej dość rzadkim w innych, znacznie bogatszych regionach naszego kraju. Ci wszyscy poznani ludzie – leśnicy, zwykli mieszkańcy, samorządowcy, młodzież i dzieci oraz sami biegacze – to dla mnie, bez wątpienia największa wartość „Mazury Tour 2013″! Dziękuję im wszystkim za to baaardzo !! Oczywiście, jak to zwykle w życiu bywa, w kilku przypadkach – i to tych wcześniej najbardziej dla mnie oczywistych – mocno się zawiodłem, ale widocznie tak już musiało być 

    Pogoda ? Przez pierwsze trzy tygodnie biegu, prawdziwy dramat. Nie liczyłem na słonko i błękitne niebo, ale nie spodziewałem się, aż takiej katastrofy pogodowej! Ciągle nienawistnie zimno, dodatkowo z lodowatym wiatrem najczęściej prosto w twarz. Potem śnieg padający poziomo, na zmianę w odmianie z deszczem. Poza tym, ślisko (stąd odniesiona kontuzja), a w lasach śnieg po kolana lub jeszcze wyżej, zaś na polach nieprzejezdne (i całkowicie „nie-przebiegalne” błotne rozlewiska). Zaś na bardziej uczęszczanych szosach regionu, albo błoto pośniegowe, albo jakiś czas później asfaltowe koleiny zamienione w wartkie strumienie wody.

    Mimo wszystko daliśmy radę. A to głównie dzięki dobremu przygotowaniu logistyki całej trasy (na przykład, punktów startu i mety poszczególnych etapów w połączeniu z noclegami – czasem bardzo trudne zadanie ! – oraz możliwością wyżywienia, albo prozaicznego zatankowania samochodu, czy też zrobienia zwyczajnych zakupów). A także, dzięki profesjonalizmowi Grześka, czyli mojego wiernego towarzysza, opiekuna, mądrego trenera, a przede wszystkim przyjaciela na całej trasie, który wywiązał się z tej roli fantastycznie !!! 😊 Na szczęście, nie mieliśmy też żadnych, specjalnych problemów technicznych (mimo dramatycznie nie sprzyjającej aury), a nasz samochód zdołał pokonać 3,5 tys. kilometrów w ciągu 40 dni, bez najmniejszej awarii.

   A teraz, pytanie zasadnicze: czy warto było ? Odpowiem, bez zawahania – z pewnością tak !!! Choć wcześniej nie sądziłem, że będzie, aż tak trudno! Z czego sam dystans do pokonania (1000 km) oraz czas trwania całego biegu (40 dni) to był…pikuś, Pan Pikuś! 😊 Znacznie trudniejsza niż pierwotnie sądziłem, okazała się psycho-fizyczna regeneracja organizmu po każdym etapie, tak, abym następnego dnia rano był w stanie przebiec kolejne 25 km. Przez około 10 dni nie było z tym problemów, potem zaczęły się schody. Nie sądziłem również, że po 30 dniach biegu będzie miał dla mnie tak odczuwalne znaczenie, każdy dodatkowy kilometr, powyżej tych „regulaminowych” dwudziestu pięciu!

   Możliwość poznania tych wszystkich, wspaniałych ludzi na trasie biegu oraz nieprzeciętna uroda wielu wspaniałych miejsc na Warmii i Mazurach, które miałem przyjemność zobaczyć zdecydowanie przeważają nad ewidentnymi minusami tej bardzo długiej wyprawy biegowej. W końcowym rezultacie, jeżeli chociaż kilka osób w całym regionie zacznie dzięki „Mazury Tour 2013” regularnie biegać, to jeden z głównych celów tej wyprawy zostanie osiągnięty.

Przed ostatnim etapem, wywiad dla radia Olsztyn… 🙂
Ostatnie kilometry po asfalcie 🙂
Ostatnie kilometry w lesie… 🙂

Na końcu już samotnie…
Ostatnie metry „Mazury Tour 2013” 🙂
Zrobiłem to ! Obiegłem cały region Warmii i Mazur ! – 1000 km w 40 dni ! 🙂
Z moim Druchem i Przyjacielem Grześkiem bez którego to byłoby niemożliwe !
Salomon – Merci beaucoup ! 🙂
Przewijanie do góry