Biegliśmy dzisiaj wokół Jezioraka, czyli jednego z najpiękniejszych jezior w naszym kraju. A ponieważ pogoda naprawdę dopisywała (nie było nawet wiatru, który mi towarzyszy od zawsze 😊, więc mogliśmy się do woli napawać widokami mijanych okolic, których nieprzeciętna uroda sprawiła, że utworzono tu Park Krajobrazowy Pojezierza Iławskiego. I słusznie, bo te wspaniałe lasy oraz skrzące się w słońcu cudowne jezioro, po którym pływały dzisiaj już pierwsze białe żagle, z pewnością na to zasługują. Tak właśnie na pocztówkach wyglądają Mazury, które powoli kończę już obiegać.
Ruszyliśmy spod leśnej osady Gardzień na lewym brzegu Jezioraka, który nie dość, że jest najdłuższym jeziorem w Polsce, to również jednym z największych (3219 ha). Mało tego, to właśnie na Jezioraku leży największa, śródlądowa wyspa w Europie, czyli Wielka Żuława (pow. 82 ha), gdzie znajdują się również pozostałości staropruskiego grodu. Słonko przygrzewało, a my w sile trzech chłopa tzn. Darek z Iławy, Henryk z Kwidzynia i ja – podążaliśmy wolno do przodu. Wolno bo bałem się powtórki z ostatnich kilometrów dnia wczorajszego, więc wolałem raczej dmuchać na zimne, czyli biec wolno, żeby zanadto nie nadwyrężać cały czas bolącej nogi. Na szczęście Darek i Henryk, to wybitne, biegowe „gaduły” 😊, więc udawało mi się czasem nawet zapominać o dokuczliwej kontuzji.
O czym to żeśmy nie rozmawiali ! Oczywiście o bieganiu, o maratonach, o szybkich „dyszkach”, o trenowaniu w ogóle i jego rezultatach w postaci osiąganych potem wyników, o triatlonie (bo Henryk to bardzo dobry triatlonista). Poruszyliśmy również zagadnienie wpływu starości na formę i kondycję biegacza…, gdzie doszliśmy do nader zaskakujących wniosków.😊 Po wnikliwej analizie i omówieniu wielu przykładów starszych wiekiem biegaczy (jak na przykład 74-letniego Pana Kazia, biegającego 10 km w czasie 37 minut (!), o którym opowiadał Darek uznaliśmy, że nie ma takiego wpływu ! A może i jest, niemniej jeżeli już to – bardzo mały, czego towarzyszący mi dzisiaj Henryk mógłby być najlepszym przykładem !
Tak sobie gawędząc, podziwialiśmy mocno zalesiony lewy brzeg Jezioraka, gdzie nie było praktycznie żadnych miejscowości, tylko sam dziewiczy las. Aż żal nam było opuszczać tereny wspomnianego wcześniej Parku Krajobrazowego Pojezierza Iławskiego. Niestety trzeba było nie tylko je opuścić, ale wybiec w dodatku na bardzo ruchliwą i wąską szosę z Iławy na Kwidzyń, którą już jednak dobrze znałem, bo biegłem tamtędy…32 dni temu (Boże, jak to już było dawno !). Po kilku kilometrach tej drogi zdecydowałem się na zmianę butów na salomonowe mantry, z uwagi na ich większą amortyzację, bo lewa noga dokuczała mi coraz bardziej.
Dwa kilometry dalej wbiegliśmy do Iławy, gdzie dołączył do nas jeszcze Zygmunt, tutejszy leśnik, który biegł już ze mną kawałek na czwartym etapie „Mazury Tour”. Darek – Iławianin, sprawnie nas poprowadził skrajem swojego miasta oraz ładną ścieżką rowerową biegnąca tuż nad samym jeziorem, gdzie stały zacumowane żaglówki, a dokładniej, ich całe mnóstwo. Cudowny widok !😊
Prawy brzeg Jezioraka okazał się być zupełnie inny, niż jego lewy odpowiednik. Lasów tu już nie widzieliśmy, za to rozciągały się uprawne pola i wioski, położone nad samym jeziorem, gdzie niektórzy mieszkańcy powystawiali sobie niezwykle okazałe domy, godne podwarszawskiego Konstancina… Nigdzie wcześniej przez ponad 900 km biegu dookoła Mazur, takich domostw, jak te dzisiejsze pod Iławą z Grześkiem nie widzieliśmy. Dzięki super towarzystwu chłopaków z którymi dzisiaj biegłem, jakoś pokonałem te kolejne 25 kilometrów, ale widzę już, że zaczynam odczuwać każdy, dodatkowy kilometr więcej. Widocznie, biegnę już, a właściwie truchtam, na oparach (dzisiejsze tempo to zaledwie 6:56 min/km, czyli zwykły jogging, a nie prawdziwe bieganie). Niestety, nic już nie mogę z tym zrobić i muszę jakoś „dotruchtać” te, ostatnie 84 km do mety w Kudypach. Darek zadał mi też dzisiaj następujące pytanie: czy gdybym miał tą samą wiedzę, którą mam teraz 24 kwietnia, po 36 dniach trwania „Mazury Tour 2013″ i ponad 900 pokonanych kilometrach, to czy wystartowałbym ponownie ? Tym razem, musiałem się dłużej zastanowić nad odpowiedzią…













