Etap 33 – Przez Pasłęk, Kanał Elbląski i „7-kę”

    Rano trochę sobie policzyłem. Najpierw skonstatowałem, że jak ukończę dzisiejszy etap to będę miał przebiegnięte równo 860 km. Później, już z czystej ciekawości podzieliłem liczbę tych kilometrów przez 42.195 czyli dystans maratonu i wyszło mi…równiutko 20 ! Sprawdzałem dwa razy, ale nie chciało być inaczej. Z czego wniosek płynie taki, iż w ciągu 33 dni trwania Mazury Tour” pokonałem dokładnie 20 maratonów i do końca zostały mi już tylko cztery… 😊

   Dzisiaj, chyba po raz pierwszy w czasie mojej wyprawy biegowej dookoła Mazur, miałem tak piękną pogodę! Świeciło słońce, wiał lekki, trochę chłodny wiaterek. Nic, tylko biegać ! No więc pobiegliśmy. I to jak ! Z sześcioma chłopakami z Pasłęka z klubu „Pasłęk Running Team”, w tym z jedną żywych legend maratońskiego biegania w naszym kraju – Mirosławem Plawgo, a dzisiaj między innymi także ambasadorem oraz współorganizatorem ogólnopolskiej akcji pod hasłem „Biegam Bo Lubię”. Biegaczem, którego rekord życiowy w maratonie wynosi 2:12:27 ! (wielokrotnym mistrzem Polski, który w swoim debiutanckim maratonie w Berlinie (w 1993 roku) zajął 7 miejsce, a przed nim byli już tylko sami Afrykanie. Jakby tego było mało, to jeszcze dodam, że rekordowe objętości treningowe Mirka Plawgo wynosiły: 252 km tygodniowo, 927 km miesięcznie oraz 8221 km w ciągu jednego sezonu ! No cóż, czapki z głów… I ja miałem dzisiaj przyjemność pobiec z takim właśnie biegaczem ! 😊 Który w dodatku namówił jeszcze kilku kolegów z Pasłęka i przyjechali specjalnie do Młynar po to, żeby mi towarzyszyć na dzisiejszym etapie. No nie powiem, było mi bardzo miło. 😊

   Mirek okazał się przemiłym człowiekiem, z którym jeszcze w dodatku fantastycznie się rozmawiało. Już po pierwszym kilometrze wspólnego biegu, wiedzieliśmy, że trafił „swój na swego”. Tematów do rozmowy było co nie miara, dobrych kawałów zresztą też ! 😊 To właśnie jedna z zalet grupowego biegania. Dowiedziałem się na przykład o starym, ale podobno rewelacyjnie skutecznym sposobie regeneracji zmęczonych mięśni za pomocą…gałęzi sosny, które należy wrzucić do ciepłej kąpieli. Muszę kiedyś spróbować! Dowiedziałem się również, że Pasłęk posiada dobrze zachowane mury obronne, które są najdłuższe w Europie oraz, że mają tam piękny stadion z tartanową bieżnią lekkoatletyczną. Niestety również, usłyszałem i o tym, że poziom bezrobocia sięga obecnie w Pasłęku, aż 37 procent (!), co oznacza, że co trzeci mieszkaniec tego ładnego miasta nie ma pracy… ☹

   Rozmawialiśmy też o samym maratonie (w dzisiejszym Orlen Maratonie w Warszawie biegło co najmniej czterech reprezentantów Pasłęka), choć biegliśmy dzisiaj naprawdę szybko, a przynajmniej na tyle szybko, na ile pozwalała moja kontuzjowana noga. Mam nadzieję, że dla Mirka i jego kolegów nie było to zbyt wolne tempo… W każdym razie, sunęliśmy chwilami jak elektryczne parowozy (ze średnim tempem 5:17 min/km według mojego Garmina, a czasem nawet poniżej 5-ciu minut na kilometr, rozpieszczani ponadto przez słońce i jednocześnie chłodzeni lekkim, bocznym wiatrem.

   Biegło się naprawdę świetnie i to mimo, że trasa – ku mojemu zaskoczeniu – do płaskich wcale nie należała i bez przerwy musieliśmy pokonywać mniejsze lub większe wzniesienia. Niestety, za Pasłękiem było już jednak zdecydowanie gorzej, bo Mirek musiał się w mieście odłączyć, a mnie zaczęła coraz mocniej dokuczać noga. Po krótkim zabiegu ze sztucznym lodem oraz wzięciu tradycyjnej porcji tabletek przeciwbólowych, ruszyliśmy dalej. Reszta chłopaków poprowadziła mnie przez Pasłęk, gdzie udało mi się zobaczyć nie tylko wspomniany wcześniej, rzeczywiście piękny stadion, ale i całkiem spory kawałek tych, średniowiecznych murów obronnych, gdzie jest organizowany bieg na 10 km pod nazwą „Wokół murów”.

   Kawałek za Pasłękiem przecięliśmy w sposób bezkolizyjny, nowo wybudowany fragment krajowej szosy nr 7 (czyli popularnej „7-ki” prowadzącej nad morze), a zaraz potem w miejscowości Jelonki, największą atrakcję turystyczną tych terenów, czyli Kanał Ostródzko-Elbląski. Natomiast na mecie dzisiejszego etapu, w miejscowości Marwica, leżącej już na terenie Nadleśnictwa Dobrocin, czekała nas miła niespodzianka przygotowana przez jego pracowników, z których jeden z nich na trąbce-sygnałówce odegrał na powitanie hymn: „Król polowania”. 😊

Przewijanie do góry