Etap 32 – A teraz, już na południe !…2013-04-20

784 km już za mną... 🙂

   Trzydziesty drugi etap „Mazury Tour 2013″ był jednym z najkrótszych, ale za to jednym z tych ważniejszych, bo właśnie dzisiaj trasa całego tour-u skręciła już na południe. Odtąd przez kolejne dni będę biegł już wyłącznie „na dół”…mapy Warmii i Mazur, co oznacza nie mniej nie więcej, tylko rozpoczęcie ostatniej części tej biegowej wyprawy. Niedługo zatem, przyjdzie się żegnać…

   Ale zanim to nastąpi, chciałbym jeszcze podziękować komuś…kto uczynił mnie prawdziwym biegaczem. Najpierw jednak mały cytat:

  „Czy można znaleźć coś bardziej pożądanego w rozwoju tak maratońskich cech, jakimi są wytrwałość i upór w dążeniu do zrealizowania celu, zaciętość, odporność fizyczna i psychiczna, umiejętność pokonywania własnych słabości, niż trening jesienno-zimowy w Polsce ? Zimny, porywisty, przenikliwy wiatr, jesienne szarugi, błotne kałuże na trasie, szybko zapadające egipskie ciemności, chłody i mrozy, śnieg, czasami kopny, oblodzone trasy wszystko to z każdego – kto wytrwa – zrobi Biegacza”  – te jakże prawdziwe słowa napisał Jerzy Skarżyński, wspaniały maratończyk, trener, autor poczytnych książek o bieganiu i prawdziwy guru dla tysięcy biegaczy w kraju nad Wisłą. W tym również i dla mnie.

   To właśnie z JEGO książek czerpałem biegową wiedzę i rozwijałem się jako długodystansowiec. To dzięki JEGO radom kończyłem pierwsze w życiu maratony, a każde, moje kolejne spotkanie z Jurkiem Skarżyńskim –  przy okazji maratonów w różnych miastach Polski – było dla mnie zachętą do dalszego trenowania i biegania w ogóle. To również właśnie dzięki JEGO radom i wskazówkom, zdołałem w końcu złamać barierę czasową 3:30 godz. w maratonie oraz ustanowić w tym roku, moje nowe rekordy życiowe na 5 km, na 15 km oraz w półmaratonie (21,1 km), choć „krzyżyków” na karku ciągle przybywa…😊 Summa summarum, to właśnie dzięki Jurkowi Skarżyńskiemu w dużym stopniu zawdzięczam to, że dobiegłem dzisiaj tu, gdzie dzisiaj jestem. W sensie biegowego rozwoju w ogóle, jak i tych prawie 850 km pokonanych w ciągu 32 dni trwania „Mazury Tour 2013″.

   Dzisiaj już z własnego, doświadczenia biegowego wiem, że prawie każdy biegacz potrzebuje mieć takiego swojego mentora, mistrza od którego może się uczyć, z którego może brać przykład i który będzie dla niego wsparciem w trudnych chwilach, gdy zwyczajnie już nie chce się człowiekowi biegać, albo gdy staje przed maratońskim wyzwaniem. Jak choćby jutro w Warszawie, gdzie zmierzy się z tym, królewskim dystansem kilka tysięcy maratończyków, w tym również wielu moich znajomych uczestniczących w treningach do Orlen Maratonu, które miałem przyjemność prowadzić.

   Starałem się w ich trakcie przekazywać jutrzejszym debiutantom jak najwięcej moich własnych, maratońskich doświadczeń, aby nie popełniali błędów, które ja sam nie jeden raz popełniłem, mierząc się z długodystansowym biegiem o nazwie… maraton, który naprawdę jest niesamowicie długi. Mam nadzieję, że jutro ich za  wiele nie popełnią, a moje rady i wskazówki na coś się przydadzą. W tym również i ta, chyba najważniejsza, że wprawdzie to biegną nogi, ale maraton pokonuje się głową ! Nogi mogą boleć, ba ! Wszystko może boleć – zwłaszcza po 37 kilometrze, ale to da się przeżyć ! Najgorsze, gdy podczas maratonu „wysiądzie” głowa, bo wtedy jest już pozamiatane. Nie ma dokąd wracać i trzeba zejść ze sceny…, czyli z trasy. W każdym razie, powodzenia dla wszystkich na jutrzejszym Orlen Maratonie ! 😊

   Moje dzisiejsze 23 kilometry (tylko !) pokonywałem raczej wolno, lecz dosyć sprawnie, chociaż wczorajsza noc nie należała do mnie… Rano byłem niewyspany (a przecież już Serge Girard mówił mi, że w takim bieganiu sen jest najważniejszy !)i jakoś psychicznie potłuczony. Jedynie świadomość krótkości dzisiejszego etapu działa na mnie wyjątkowo pozytywnie. Kilka minut po 12-tej ruszyliśmy z grodu Kopernika w kierunku Młynar. Trochę mi żal tego Fromborka, bo to skądinąd urocza miejscowość z pięknym wzgórzem zamkowym, własnym portem, ale teraz poza sezonem wyglądała na dosyć opuszczoną. Zapamiętałem sobie jednak wyjaśnienie, jakiego mi wczoraj udzielił znający tutejsze realia człowiek: „bo kapitał stąd ucieka !” Smutne to, ale prawdziwe i dotyczy niestety nie tylko Fromborka, ale również wielu innych miejscowości na trasie wyprawy „Mazury Tour 2013″. Natomiast Młynary, ku naszemu zaskoczeniu, zrobiły naprawdę miłe wrażenie – miasteczko schludne i zadbane, z nowymi chodnikami. Widać, że komuś tutaj naprawdę się chce, w przeciwieństwie do wielu, znacznie większych miejscowości mijanych po drodze naszego mazurskiego tour-u. Okazuje się, że nie zawsze brakiem pieniędzy można wszystko wytłumaczyć… Także na Mazurach.

Na koniec małe, lekko spóźnione „podsumowanko” 30-tu etapów „Mazury Tour 2013”:

– pokonany dystans 784 km (średnio/dziennie: 26,1 km);

– łączna liczba spalonych kalorii na 30 etapach: 49 922 – w efekcie czego, jestem lżejszy o jakieś 2,5 kg w stosunku do wagi przedstartowej (ale to i tak całkiem niezły wynik. Myślałem, że będzie dużo gorzej, ale karmią nas w kolejnych nadleśnictwach bardzo dobrze ! 😊);

– łączny czas biegu na 30 etapach „Mazury Tour 2013” – 75 godzin 51 min;

– średnie tempo wszystkich biegów: 6:25 min/km

Chyba nas z Grześkiem to nie dotyczy... 🙂
Przewijanie do góry