ETAP 27 – Przez rozlewiska północy… 2013-04-16

    Przez pierwszą część dzisiejszego etapu było całkiem spokojnie. Samotnie pokonywałem wijącą się drogą kolejne kilometry, podziwiając ogromne rozlewiska wodne na okolicznych polach. Świeciło słońce, ale wiał na tyle mocny, zimny wiatr, że o zdejmowaniu kurtki nie było mowy. Nic kompletnie nie zapowiadało, że druga część etapu miałaby się jakoś znacząco różnić od tej pierwszej. A różniła się i to bardzo!

   Najpierw jednak w okolicach 7 km dobiegłem do pierwszego, tutejszego lasu, a właściwie większego… zagajnika w porównaniu z kompleksami leśnymi przez które biegłem na południu Mazur. Biegłem jeszcze wciąż terenami Nadleśnictwa Srokowo, które słynie nie tylko z położonej tutaj wojennej kwatery Hitlera „Wilczy Szaniec” w Gierłoży i Kanału Mazurskiego, ale także ogromnej ilości ptactwa (aż 90 gatunków !) w tym takich ornitologicznych rarytasów, jak: orzeł bielik, orlik krzykliwy czy bocian czarny. Niestety, żadnego z nich nie mieliśmy szczęścia dziś zobaczyć, bo być może… za bardzo wiało. Już wczoraj, towarzyszący mi na trasie biegacze z Olsztyna zauważyli, że to zupełnie co innego biegać sobie w mieście, a co innego wśród rozległych, mazurskich pól, gdzie hula wiatr. A dzisiaj chwilami, wiało jeszcze mocniej niż wczoraj. Toteż z dużą ulgą, dopadłem do tego pierwszego lasu, który dawał odrobinę schronienia przed zimnym, przenikliwym wiatrem. Za lasem była miejscowość Sątoczno, gdzie spotkała mnie pierwsza z dzisiejszych niespodzianek…

   Czułem, że coś się święci, bo gdy zapytałem Grześka, czy zorganizował jakiś karton, żeby na nim napisać „700 km”, który to dystans od początku „Mazury Tour 2013″ właśnie niebawem miałem pokonać, ten odpowiedział krótko: „biegnij, nie interesuj się !” Za zakrętem drogi wszystko zrozumiałem. Na drodze stał prawdziwy tłum dzieciaków oraz nauczycieli z miejscowego Zespołu Szkół w Sątocznie wraz z transparentami, plakatami, flagami, którymi wiwatowali gdy tam dobiegłem. I to wszystko specjalnie dla mnie! Oczywiście był też duży plakat z napisem: 700 km. Na moje pytanie, skąd o tym wiedzieli usłyszałem od jednego z uczniów…to potęga internetu! 😊 Byłem ogromnie wzruszony tak nieoczekiwanie ciepłym przyjęciem i takimi owacjami. Mało tego, część dzieciaków pobiegła ze mną dalej już w asyście kilku samochodów, w tym pilotującej nas Straży Leśnej z kolejnego Nadleśnictwa Bartoszyce.

Ale to nie był koniec niespodzianek w dniu dzisiejszym, bo w następnej miejscowości Prosna, czekała na mnie jeszcze jedna grupa biegaczy tym razem z Uczniowskiego Klubu Sportowego „Jedynka” w Bartoszycachwraz z ich trenerem. W tzw. międzyczasie przestało nawet wiać i zrobiło się na tyle ciepło, że musiałem zdjąć kurtkę. Zastanawiałem się nawet, czy nie pójść dalej i zamienić mojej bluzy z długim rękawem na koszulkę z krótkim (młodzież z Sępopola tak biegła ubrana), ale uznałem, że poczekam z tym do jutra. Podobno ma być jeszcze cieplej niż dzisiaj i nie będzie już wiać.

   Gdy już w naprawdę licznej grupie wbiegaliśmy na ulice Sępopola, czekała tam już na mnie kolejna owacja przygotowana tym razem przez uczniów tamtejszego Zespołu Szkół. Pamiątkowym zdjęciom, oraz przybijaniu „piątek” i „żółwików” nie było końca i kolejnych paru uczniów wraz z ich nauczycielem przyłączyło się do mojego dzisiejszego biegu. Następni byli uczniowie (ze Szkoły Podstawowej w Ponikach), którzy dołączyli jeszcze na kilka kilometrów przed samymi Wodukajmami, gdzie była usytuowana meta dzisiejszego etapu. Jeszcze ani razu w trakcie Mazury Tour” nie biegłem w aż takim tłumie towarzyszących mi biegaczy. Uff, ale się dzisiaj działo ! Aż boję się pomyśleć, co będzie w następnych dniach, jak tak dalej pójdzie !😊

   Szkoda tylko, że całą przyjemność z dzisiejszego biegania psuła mi coraz bardziej dokuczająca lewa noga, która pod koniec bolała już tak, że musiałem wziąć kolejny środek przeciwbólowy. Zauważyłem, że zwykle na pierwszych kilometrach nie jest najgorzej, natomiast ból wyraźnie się nasila po około dwóch godzinach biegu (czyli po przebiegnięciu około 20 km) i najgorsze jest wtedy stawanie oraz ponowne ruszanie. Na szczęście jutrzejszy etap jest już krótszy niż ten dzisiejszy (26,7 km), a kolejne dwa dni to po prostu poezja – tylko po 24,5 km ! Potem znowu będzie gorzej.

 

Trochę nas było… 🙂
Przez rozlewiska północy…




Nas coraz więcej… 🙂

Kolejna, niezwykle miła niespodzianka 🙂

27 dni biegu dookoła Mazur i 700 km już za mną 🙂
Pod koniec etapu ponownie już samotnie…

Przewijanie do góry