Etap 22 – W krainie łowców przygód… 2013-04-11

   Miał to być zwykły, dość krótki etap bez specjalnej historii. Tymczasem już rano przed startem zrobiło się bardzo ciekawie, gdyż wpadliśmy sobie na chwilę do…dwóch innych krajów, a potem jeszcze zaliczyliśmy po drodze kolejny… „kraj”, zmieniając przy tym nieco trasę dzisiejszego biegu.

   Rano wybraliśmy się bowiem do miejscowości Bolcie, na tzw. „Trójstyk” – czyli najdalej wysunięty na północny-wschód punkt województwa warmińsko-mazurskiego, w którym schodzą się trzy granice państwowe: Polski, Litwy i Rosji. Tam wpadliśmy sobie na chwilę na Litwę (bo Rosja była akurat odgrodzona wysokim płotem…), skąd zabrałem na pamiątkę pewien drobiazg, po czym ruszyliśmy z powrotem na miejsce startu, które było jednak nieco inne, niż pierwotnie zakładane. Będąc bowiem już tak blisko, postanowiliśmy rozpocząć dzisiejszy etap spod jednej z najciekawszych atrakcji turystycznych tych terenów, czyli spod słynnych „Akweduktów Północy” – wysokich mostów w Stańczykach. W dodatku, Grzesiek nigdy tam nie był, więc chcieliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym. Mało ważne przy tym było, że chcąc zacząć dzisiejszy bieg w Stańczykach miałem pierwsze 1,5 km dzisiejszej trasy cały czas pod niezłą górę. Ale czego się nie robi dla przyjaciela ! :). Dalej było już łatwiej, ale wciążciekawie. Oto bowiem, po kilku kilometrach dotarłem do miejscowości… Żabojady, gdzie Grzesiek stwierdził krótko, iż w ten sposób zaliczyliśmy dzisiaj trzeci kraj, czyli Francję! Niestety, innych skrzydlatych „żabojadów” z czerwonymi nogami, jeszcze tam nie zauważyliśmy…

   Na trasie dzisiejszego etapu mijałem piękne jeziora, przydrożne cmentarze i bunkry z czasów pierwszej wojny światowej, kompleksy leśne oraz dziwne budowle z głazów (od wieków, główny tutejszy budulec) i czerwonych cegieł, a także miejscowości o tak oryginalnych nazwach, jak… Kiekskiejmy, Żytkiejmy, czy Pluszkiejmy. W dodatku, teren po którym dzisiaj biegłem był niezwykle piękny, choć mocno pofałdowany (dzięki czemu, zaliczyłem na trasie co najmniej kilkanaście niezłych podbiegów!), co jest zasługą lodowca, który przed tysiącami lat ukształtował krajobraz tej krainy. Dziś, zasługującej bez wątpienia na jej obecne, turystyczne miano, czyli: „Krainy łowców przygód” !

   Niestety, na codzień nie jest w tej krainie tak wesoło. W niektórych bowiem miejscowościach (jak np. we wspomnianych Żytkiejmach) poziom bezrobocia sięga 80-90 proc. (!!!), a  wszyscy młodzi ludzie już dawno stąd wyjechali. Gdyby nie bliska granica z Rosją oraz dotkliwa bieda po obu jej stronach, mieszkańcy tych terenów nie mieliby kompletnie z czego żyć. A tak, wymiana towarowa przez granicę jakoś kwitnie, z czego najbardziej się cieszą…placówki znanych sieci handlowych w pobliskiej Gołdapi. W każdym razie, mieszkają tu niezwykle mili i serdeczni ludzie, którzy mimo panującego tutaj „wiecznego” chłodu, chętnie udzielą ciepłej gościny każdemu gościowi – czego sam doświadczyłem. A w dodatku jeszcze ta tutejsza kuchnia ! Bliny, kartacze, babka ziemniaczana (tą akurat dzisiaj jadłem – po prostu mistrzostwo świata!) i do tego jeszcze ten sękacz… 😊 Szkoda gadać ! Trzeba tu przyjechać, albo… przybiec. Ja w związku ze zmianą miejsca dzisiejszego startu, musiałem nadłożyć kilka kilometrów po tutejszych wzniesieniach, ale naprawdę było warto, bo wpadłem przecież na chwilę do… Francji, zobaczyłem też dwa głodne bociany przy samej drodze którą biegłem, a wieczorem czekało mnie jeszcze – prawdziwie teatralne przedstawienie, w postaci przemarszu stada około dwudziestu saren oraz jeleni, które przyszły na kolację pod same okna leśniczówki Zacisze w Żytkiejmach, gdzie teraz mieszkamy, Bezcenne ! 😊

   Co do samego biegu, to było dzisiaj całkiem nieźle, bo wczorajsze okłady z lodu (na moją lewą nogę) naprawdę pomogły. Teraz już wiem, że to jest dla niej najlepsze lekarstwo ! Poza tym, biegłem prawie cały czas po w miarę suchym asfalcie i względnie mało ruchliwą szosą. A ponadto, opracowałem sobie całkiem nową technikę biegu – tzn. lewą nogą po miękkim poboczu, a prawą po asfalcie. Dlatego jak już kończyłem dzisiejszy etap w Gołdapi nie byłem tak wykończony jak po dwóch ostatnich, mocno „terenowych” dniach. Na szczęście jutro ma być znowu czarny asfalt, więc nie powinno być najgorzej. W dodatku, od dzisiaj biegnę już ze słońcem, czyli ku zachodowi ! Zatem może i pogoda się poprawi i wreszcie – prawie w połowie kwietnia – zdejmę z siebie zimową kurtkę biegową !

 

Witamy na Litwie ! 🙂
Startujemy w Stańczykach ! 🙂
Głodna zwierzyna szuka jedzenia...
Przewijanie do góry