ETAP 20-W sportowym Olecku… 2013-04-09

    Początkowo wszystko zapowiadało, że nie będzie wcale tak najgorzej, ale potem było już jak zwykle, czyli… nóż w plecy, wiatr w oczy i woda po kolana! Dzisiejszego etapu obawiałem się bardzo z powodu wczorajszych dolegliwości żołądkowych oraz pogody, która znowu pokazała, kto tutaj tak naprawdę rządzi.

    W każdym razie, piękna wiosna już była, ale… wczoraj ! Bo dzisiaj zima znowu przypomniała, że na tym terenie, wciąż rządzi niepodzielnie, mimo że w kalendarzu mamy już 9 kwietnia ! Pierwsze kilka kilometrów z Wieliczek do Olecka pokonałem w miarę sprawnie, gdyż pogoda jeszcze sprzyjała. Gdy wbiegłem do Olecka zrobiło się nagle ciemno i zaczął sypać deszcz ze śniegiem ! Żeby było przyjemniej, prosto w twarz.  W ciągu zaledwie kilku chwil miałem zasypaną śniegiem kurtkę oraz okulary, które przezornie miałem przy sobie. Niestety, nie na wiele się zdały, bo śnieg sypał gęsty i co chwila nic na nie widziałem. Mimo to, podążałem dalej, mając nadzieję, chociaż na to, że w końcu przestanie padać! Niestety wybiegnięcie z Olecka na krajową (i chyba również międzynarodową) szosę nr 65 pozbawiło mnie resztek złudzeń, co do pogody w dniu dzisiejszym! Nie dość, że cały czas padał deszcz ze śniegiem, to jeszcze ruch na tej trasie był taki, że musiałem cały czas uważać, aby nie zostać zepchnięty do przydrożnego rowu przez przejeżdżającą ciężarówkę ! W końcu, z wielką ulgą wbiegłem na boczną drogę za miejscowością Sedranki. Choć ten śnieg z deszczem sypał nadal równo, nie było tam wcale najgorzej), bo moja lewa noga jakby o mnie dzisiaj zapomniała. 😊

   Oczywiście bolała nadal, ale mniej niż dotąd, mimo, że wczoraj z powodu dolegliwości żołądkowych, ani jej nie posmarowałem żadną maścią, ani też nie „zatejpowałem”. Uznałem bowiem, że co ma być to będzie ! Okazało się, że nie było najgorzej… Może w końcu, moja lewa noga zrozumiała, że ze mną jednak nie wygra i musi biec ze mną jeszcze przez okrągłe 20 dni. W każdym razie, mimo coraz większego błota oraz padającego śniegu z deszczem sunąłem dalej, prowadzony cały czas przez samochód Straży Leśnej Nadleśnictwa Olecko. Samo Olecko, raptem 17-tysięczne miasto okazało się naprawdę ciekawe. Wszędzie na ulicach porządne chodniki, odnowione budynki oraz naprawdę wspaniała pływalnia, co może wprawiać w prawdziwe zakłopotanie dużo większe ośrodki miejskie na Mazurach. Poza tym, jak usłyszałem wczoraj wieczorem na spotkaniu z delegacją tutejszego środowiska biegaczy, ich plany są naprawdę ambitne. Majowy bieg pod nazwą „Wiewiórcza Ścieżka” – czyli 13 km wokół tutejszego jeziora może być naprawdę świetnym początkiem biegowego rozruszania oleckiego społeczeństwa, za co trzymam mocno kciuki ! Jednakże pod warunkiem, przychylnego podejścia tutejszych władz, które powinny zrozumieć, że taki masowy bieg może być świetną promocją dla miasta. Ale póki co, biegacze z Olecka wybierają się na najbliższy, kwietniowy (za tydzień) półmaraton do Ostródy. A przecież mogliby spokojnie zorganizować taki bieg u siebie! Bo możliwości ku temu mają przeogromne !

   W końcu, powietrze w Olecku sportowej stolicy Mazur (jak samo miasto się przedstawia – Grzesiek był pod wielkim wrażeniem tutejszej pływalni !) należy do najczystszych w Polsce, choćby z uwagi na to, że Olecko jest położone na skraju czterech wielkich puszczy: Augustowskiej, Rominckiej, Boreckiej oraz Piskiej (a może by tak zorganizować bieg „4 Puszcz” ?). W sumie, gdzie by się nie ruszyć, to z Olecka do lasu jest naprawdę bardzo blisko ! Także do Babek Oleckich, gdzie niestety na dzisiejszej trasie zauważyłem… tylko jedną „babkę” prowadzącą samochód, a tak to tylko samych facetów. 😊

    Gdy natomiast dotarłem do miejscowości Judziki, czekała tam na mnie ogromnie miła niespodzianka | Najpierw, na widok tłumu młodych ludzi, który wyłonił się przede mną za kolejnym zakrętem pomyślałem, że chyba wszyscy czekają na jakiś lokalny autobus.  Okazało się jednak, że to uczniowie tutejszego Zespołu Szkół w Judzikach czekają nie na autobus, tylko właśnie na mnie ! Skąd Oni o mnie wiedzieli ?! Nie mam zielonego pojęcia. No, nie powiem, zrobiło mi się naprawdę milej na duszy…

Niestety nie mogłem stanąć na dłużej, gdyż z dzisiejszego planu trasy wiedziałem, że czeka mnie jeszcze kilka bardzo trudnych kilometrów w szczerym – mazurskim polu, czyli po wertepach. To pole okazało się być na tyle „szczere”, że musiałem zmienić buty, gdyż moje ulubione salomonowe „S-Laby” nie miały tam absolutnie żadnych szans!

   Przez kolejnych siedem kilometrów biegłem, ale głównie szedłem bądź przeskakiwałem rozlewiska na polnej, rozmiękłej drodze, która taką była wyłącznie z nazwy. W rzeczywistości, był to po prostu prawdziwy mazurski „off-road”, który mogę śmiało polecić każdemu, kto chce przeżyć prawdziwie ekstremalną, samochodową przygodę… Wystarczy nastawić w nawigacji miejscowość Gorczyce w powiecie oleckim. Może jednak nawet najlepsza na świecie nawigacja jej nie pokazać…, gdyż ta mała miejscowość nie ma w ogóle swojej, drogowej nazwy ! (jakiejkolwiek tabliczki drogowej – brak !). Za to ma dzielnego rolnika w „walonkach”, który niemalże z siekierą wyleciał do nas z pytaniem, jakim prawem robimy sobie zdjęcia pod jego „prywatnym” krzyżem w tychże Gorczycach ?

Z reakcji wspomnianego rolnika oraz stanu miejscowych zabudowań oraz prowadzącej tamże drogi (a raczej bezdroża…) wynikało niezbicie, że w to miejsce na mapie Polski – anno domini 2013, Unia Europejska jeszcze absolutnie nie dotarła. 🙁

Dobiegam do sportowego Olecka 🙂
No cóż pogoda była jaka była...
Młodzież witająca mnie w Judzikach. Jakże to było miłe ! 🙂
Mazurski off-road...
Walczę dalej...
Niebawem koniec dzisiejszej mordęgi. Dalej nie było już żadnych oznaczeń...
Przewijanie do góry