ETAP 16 – W Sokołach Jeziornych… 2013-04-04

Dziś wcale nie miałem żadnego kryzysu. Czułem natomiast, jak zmęczenie narasta stopniowo i opuszczają mnie siły. I to dosłownie, z kilometra na kilometr…

   Po pierwszych dziesięciu km polegających głównie na taplaniu się raz w błocie, a raz w śniegu, przy padającym najpierw śniegu, który z czasem przeszedł w odmianę śniegu z deszczem i chwilami porywistym wietrze oraz w mokrych butach – odechciało mi się dalej biegać… Któryś z uczestników tegorocznego triatlonu w Wińcu, którego jestem organizatorem napisał, że trasa biegowa tych zawodów „upadla człowieka”. Teraz mogę powiedzieć, że ja dzisiaj zafundowałem sobie na własne życzenie (bo w końcu nikt mnie do tego nie zmuszał…) dokładnie takie samo, fizyczne upodlenie! Jak było ciężko, niech świadczy fakt, że jeszcze nigdy w życiu nawet w czasie pamiętnego dla mnie, mojego pierwszego maratonu – nie pokonałem dystansu 26 km, aż w 3 godziny! A dzisiaj właśnie tak się stało i nic nie mogłem na to poradzić. Po prostu, nie dawałem rady biec szybciej, ale o wszystkim po kolei…

   O tym, że dzisiejsza pogoda będzie koszmarna wiedziałem już z wczorajszej prognozy, więc zdziwiony nie byłem. Śnieg padał od rana. Poza tym, było szaro, buro, ponuro i wietrznie. A na drodze wyjeżdżone błoto pośniegowe, czyli wręcz „idealne” warunki do biegania :). Już po pierwszych dwóch kilometrach na szosie za Białą Piską, gdy przejeżdżające obok ciężarówki ochlapywały mnie tym błotem do pasa, miałem mokre buty. Potem wbiegłem na boczną drogę w kierunku miejscowości Prostki. A tam, na zmianę – śnieg, błoto i wielkie kałuże wody. Traciłem strasznie dużo energii na pokonywanie tych wszystkich przeszkód i dosłownie czułem, jak siły mnie opuszczają. W dodatku, moja lewa noga, z którą mam kłopoty od kilku dni, bolała jak należy… Wprawdzie asfaltu nie było, ale ciągle musiałem ją mocno „nadużywać” do pokonywania wspomnianych przeszkód. Gdy po około 10 km (pokonanych w ponad godzinę !) dotarłem wreszcie do miejscowości Skarżyn miałem już wszystkiego serdecznie dosyć, a zwłaszcza biegania w dniu dzisiejszym. Tym bardziej, że w tymże Skarżynie droga (ładnie powiedziane!) wyglądała jak szwajcarski ser, także tylko jeden rodzaj obuwia nadawał się tam do noszenia, czyli tzw. „walonki”. Już po 100 metrach miałem całkowicie mokre skarpetki w butach, a przede mną było jeszcze tyle kilometrów do pokonania ! Naprawdę byłem wtedy bliski załamania. A do tego jeszcze ten padający ciągle deszcz ze śniegiem, przez co musiałem cały czas biec w okularach, bo mocno zacinało. Ale jakoś brnąłem dalej.

    Bardzo chciałem bowiem dotrzeć do następnej miejscowości, która po opisywanym przeze mnie kilka dni temu – Księżym Lasku, była od początku układania trasy biegu dookoła Mazur, jednym z moich faworytów. To były – Sokoły Jeziorne! Cały czas się zastanawiałem, jak może wyglądać miejscowość o tak intrygującej nazwie ? Teraz już wiem! To ładna wieś letniskowa położona nad dużym jeziorem Borowym z własną plażą i porządną drogą.

   Mówiąc szczerze, nadal nie wiem, dlaczego w naszym pięknym kraju tak się dzieje, że w jednej wiosce można się utopić w błocie i kałużach, a w następnej, położonej zaledwie kilka kilometrów dalej, już nie. Od czego to zależy ? Nie wiem. Być może od tego, czy komuś zupełnie nie przeszkadza fakt, że musi wychodzić codziennie z domu w gumiakach. W każdym razie, na mnie patrzono tam jakoś dziwnie – ubrany jak dziwak i w dodatku biegnie, zamiast chodzić…? W Kurzątkach (za wspomnianymi Sokołami Jeziornymi) zaczął się już regularny, czarny asfalt, położony dzięki funduszom z Unii Europejskiej, o czym się dowiedziałem z przydrożnej tablicy informacyjnej. Niestety, dla mojej lewej nogi, tego dnia było już za wiele i po 22-kilometrze bolała tak bardzo, że musiałem wziąć mocny środek przeciwbólowy, dzięki czemu jakoś dokuśtykałem ostatnie 4 kilometry dzisiejszego etapu. Co będzie jutro? Nie wiem. Mam tylko nadzieję, że po dwóch 3-godzinnych biegach dzień po dniu, mój organizm zdoła się jednak jakoś zregenerować. W końcu, jutro muszę biec dalej…

 

 

Mimo wszystko, brnąłem dalej...
Miałem już dość biegania na dzisiaj...
Przewijanie do góry