„Los Cinco Grandes” i „Korona maratonów Hiszpanii” – maraton w Walencji

   Maraton w Walencji pobiegłem w 2017 roku, kiedy nie był jeszcze tak popularny jak obecnie i można się było zapisać bez losowania. Jednakże kilka znakomitych wyników, które padły w kolejnych latach rozsławiło ten maraton na cały świat, jako bardzo szybki i płaski, co sprzyja uzyskiwaniu doskonałych wyników i bicia rekordów, w tym przede wszystkim, tych życiowych. W związku z tym fama poszła w świat i każdego roku, chętnych do startu na maraton w Walencji nieustannie przybywa. Rozgrywany na początku grudnia maraton ma również szczęście do pogody, bo praktycznie zawsze jest tam wtedy sucho i słonecznie. Nie bez znaczenia jest również fakt, że maraton w Walencji jest jednym z ostatnich, europejskich biegów w sezonie przed zimową przerwą. Później, jeżeli ktoś chce biegać maraton musi podróżować na południową półkulę.

Obecna trasa maratonu w Walencji

   Na projekt biegowy „Las Cinco Grandes”, czyli „Wielkiej Piątki” składa się pięć największych maratonów Hiszpanii ubezpieczanych przez firmę Zurich Insurance to jest: Barcelona, Walencja, Sewilla, San Sebastian oraz Madryt. Trochę wcześniej ja wymyśliłem sobie podobny projekt, który nazwałem „Koroną maratonów Hiszpanii”. Walencja po Barcelonie była moją drugą perłą w tej Koronie królewskich biegów Półwyspu Iberyjskiego.

   Sam maraton jest faktycznie bardzo fajny. Płaski, szybki i zazwyczaj z dobrą pogodą na początku grudnia. Do tego fantastyczny finisz obok jednej z najbardziej charakterystycznych budowli Walencji. Bieg ma od jakiegoś czasu Gold Label IAAF, ale do samej organizacji można mieć kilka uwag, jak choćby ogromne kolejki po odbiór pakietów startowych (stałem z kolegą aż 1,5 godziny ! ), czy wpuszczanie tysięcy biegaczy do strefy startowej jedną, wąską furtką (w rezultacie, dostałem się na start kilka minut po rozpoczęciu biegu – start odbywał się falami). Z samego maratonu zapamiętałem bliskość morza, szerokie ulice i okazałą bramę na 32 kilometrze z hasłem: „Break your wall !” (Złam swoją ścianę) oraz ekscytujący finisz po niebieskiej, sztucznej nawierzchni. Chociaż grudniowe słońce w Walencji paliło niemiłosiernie (23 stopnie C w grudniu !), to udało mi się po raz kolejny złamać barierę 4 godzin w maratonie, więc byłem z siebie zadowolony. Ale bardzo czekałem na wolny czas po maratonie, aby spróbować specjałów kulinarnych Walencji, o których wcześniej tyle słyszałem.

To główny składnik walencjańskiej kuchni – owoce morza…

   Walencja – to trzecie co do wielkości miasto Hiszpanii jest naprawdę bardzo ładna. Słynie z futurystycznej architektury, szerokich piaszczystych plaż, doskonałej kuchni i łagodnego, śródziemnomorskiego klimatu. Miasto jest też kolebką paelli, a słynna paella de marisco (paella z owocami morza) jest tutaj przepyszna, podobnie jak zarzuela (czyli gulasz z różnych ryb i owoców morza). Ponadto, tutejsza kuchnia może poszczycić się 8 restauracjami wyróżnionymi gwiazdką Michelin.

   Walencja szczyci się również tym, że jest: „Ciudad del running”, czyli miastem do biegania. I rzeczywiście osób biegających widziałem tam bardzo dużo, jak również wiele fajnych tras biegowych (zwłaszcza tą biegnącą tuż obok miejskiej plaży ! :). Krótko mówiąc, Walencja mi się na tyle spodobała, że mógłbym tam na stałe zamieszkać, jeść paellę de marisco, albo zarzuelę i biegać przez cały rok tą piękną trasą tuż obok walenckiej plaży. W rezultacie, moja druga perła w maratońskiej Koronie Hiszpanii smakowała naprawdę wybornie…😊   

Grudniowy upał w Walencji…
Nadmorska promenada – ulubiona trasa tutejszych biegaczy

Finiszowe 195 metrów maratonu w Walencji
Walencja żyje swoim maratonem 🙂
W Walencji naprawdę jest co oglądać…
Przewijanie do góry