Bo odkąd pamiętam, zawsze chciałem tam pojechać. W sumie, tylko 100 km od polskiego wybrzeża,
ale jakże inna jest to wyspa. Po pierwsze, z powodu klimatu, bo to najcieplejsza wyspa Danii, o dość
łagodnej pogodzie przez cały rok, dlatego rosną tu drzewa figowe (na zimnym Bałtyku ! ),
brzoskwiniowe i winorośl, z której produkuje się miejscowe wino. Po drugie, z powodu przepięknych
zdjęć, jakie wielokrotnie widziałem, oglądając na nich choćby jedną z najpiękniejszych plaż świata
Dueodde, gdzie miejscowy piasek jest tak drobny i biały jak na Malediwach, gdzie kiedyś byłem, więc
będę mógł to porównać. Albo bajkowe miasteczko Gudhjem, czy też malownicze klify
Helligdommen. Później, doszła do tego przemożna chęć spróbowania tutejszych specjałów
kulinarnych, na czele z wędzonym śledziem oraz serem pleśniowym St. Clemens Danablu, a także
cisza i spokój, jakie tu panują nawet w szczycie turystycznego sezonu. Ponadto, czterdzieści tysięcy
tutejszych mieszkańców żyje własnym rytmem, nie śpiesząc się zanadto i nie ulegając szaleństwu
współczesnego świata. Wszyscy są generalnie pogodni, uśmiechnięci i skorzy do pomocy drugiemu
człowiekowi.
Powierzchnia wyspy Bornholm jest tylko nieco większa od Warszawy, ale rokrocznie przybywa tu
ponad 500 tys. turystów spragnionych obejrzenia i spróbowania piękna tutejszej natury. Dlatego, nie
dziwią określenia wyspy Bornholm, jako: „Perły Bałtyku”, czy też „Wyspy słowików” (bo tak ich tu
dużo), albo „Majorki Północy” z powodu licznych podobieństw do hiszpańskiej Majorki. Dlatego też,
niektórzy twierdzą, że Bornholm jest miejscem, gdzie duńskie hygge spotyka się z hiszpańską siestą,
tworząc jego niepowtarzalną atmosferę. Hiszpania to kraj, gdzie zamierzam się kiedyś przeprowadzić,
a z hygge, czyli duńskim, bardzo szczęśliwym sposobem życia miałem okazję zetknąć się kilka lat
temu, za sprawą maratonu w Kopenhadze. Podobało mi się i rzeczywiście, takie duńsko-hiszpańskie
połączenie wydaje się bardzo interesujące.
A co poza tym ? Na Bornholmie zawsze mnie zachwycało 250 km jego tras rowerowych, które kilku
moich znajomych zdążyło już jakiś czas temu przejechać, a także w ostatnich latach ekologiczne
rozwiązania, jakie są stosowane na tej wyspie. Dzisiaj, cała energia na Bornholmie pochodzi ze źródeł
odnawialnych, co może być wzorem dla wielu sąsiadów duńskiej wyspy, ósmej co do wielkości wyspy
na Bałtyku, gdzie jak wiadomo wiatr wieje praktycznie bez przerwy. O czym, mogłem się dotkliwie
przekonać podczas ubiegłorocznej 20-dniowej wyprawy biegowej Baltic Tour, kiedy przez 19 dni
wiało mi w twarz, a tylko jednego dnia w plecy. Po tamtym biegu wzdłuż naszego wybrzeża
Bałtyku, zapragnąłem też porównać, czym się różni duńska wyspa i jej piękne plaże oraz bajkowe
miasteczka od naszego Pobierowa, Ustronia Morskiego, albo Jarosławca.
Nie wiem, być może będę pierwszym Polakiem, który obiegnie Bornholm, a może którymś z kolei, ale
nie o to w tym chodzi. Poza tym, zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy z moich kolegów biegaczy
pokonaliby ten dystans w 2 dni, a może nawet w jeden dzień, ale nie zależało mi na tym, aby się
zarzynać i bić jakieś rekordy. Dla mnie będzie to raczej zabawa biegowa, która ma połączyć w jedno
dwie pasje mojego życia, czyli bieganie i podróżowanie.
A wreszcie, chciałbym pokazać innym biegającym osobom, że ta pasja nie musi kończyć się na
zaliczaniu kolejnych biegów ulicznych i ustanawianiu nowych życiówek, że można też biegać tylko dla
siebie, bez sportowej rywalizacji. Po prostu, dla zdrowia, dla wybiegania własnych marzeń, które
mogą być tak różne, jak różni są biegacze. Ja teraz obiegnę Bornholm, ale ktoś może wymyśli sobie
inny, ciekawy projekt biegowy, do czego serdecznie namawiam ! Bo bieganie to nie tylko zdrowie, ale
także prawdziwa wolność i świadomość tego, że biegać i dobiec można praktycznie wszędzie.
Wystarczy tylko chcieć !
