Etap 38 – Przez Ostródę i Lasy Taborskie…2013-04-27

    To był już ostatni, normalnej długości etap „Mazury Tour 2013”,czyli około 25 kilometrów. Na jutro i pojutrze zostały tylko dwie krótkie n„przebieżki” po 19 i 12 kilometrów, więc zbliża się nieuchronnie pora podsumowywania już tego wszystkiego, co razem z Grześkiem widzieliśmy i przeżyliśmy podczas tych bez mała 40 dni trwania biegowej wyprawy dookoła Warmii i Mazur. Ale zanim to nastąpi, jeszcze jedna, tradycyjna relacja z kolejnego etapu, który na szczęście nie biegłem samotnie. Dopiero teraz, naprawdę doceniam, jak ważne jest, aby nie biegać samemu. Ale jak to mówią, lepiej późno niż wcale…

   Tym razem, punktualnie o 13-tej rozpoczęliśmy bieg spod tablicy z nazwą miejscowości Ornowo, czyli dokładnie tam gdzie wczoraj skończyliśmy. Gdyby nie stan tutejszej, dziurawej jak sito drogi, to nie byłoby najgorzej, choć akurat ten fragment trasy do łatwych wcale nie należy, gdyż jest mocno pagórkowaty. Początkowo, biegliśmy we trójkę: Kamilla, Kamil i ja, ale po kilku kilometrach z powodu kontuzji, zostaliśmy na szosie już tylko z Kamilem. Mile sobie rozmawiając, między innymi o warszawskim Orlen Maratonie, który był dla Kamila jego debiutem na tym dystansie i to od razu bardzo udanym (3:59 !), dobiegliśmy dosyć szybko do Ostródy, która powitała nas pięknym słońcem i szybko rosnącą temperaturą. Zacząłem się nawet po raz pierwszy w trakcie „Mazury Tour 2013” martwić o to, czy nie będzie zbyt gorąco! 😊 I chwilami naprawdę było, ale na szczęście tylko chwilami, jak choćby wtedy gdy dobiegliśmy na ulicę Drwęcką, gdzie mieści się siedziba jednego z głównych sponsorów biegu dookoła Mazur, czyli firmy GJG Group, której sam szef we własnej osobie, powitał nas serdecznie przed siedzibą firmy, nie wierząc chyba przy tym własnym oczom, że… ja to naprawdę ja ! Czyli ten sam gość, który był tu po raz ostatni ponad 40 dni temu, zanim zdążył obiec te, całe Mazury. 😊 Chciałem jeszcze odwiedzić inne miejsce w Ostródzie na „Placu 1000-lecia”, ale Grzesiek naglił twierdząc, że i tak jesteśmy mocno spóźnieni, a dalsza cześć trasy, już za Ostródą, wcale do łatwych nie należy. Co było robić, więc ruszyliśmy z Kamilem grzecznie dalej.

   I faktycznie, trochę nam jeszcze zajęło czasu, zanim przekroczyliśmy krajową „7-kę”,  przemierzyliśmy przedmieścia Ostródy oraz Międzylesie. Upał był coraz większy, więc dotarliśmy z Kamilem do pierwszego lasu lekko ugotowani, cały czas podejrzewając siebie nawzajem, że to wszystko przez zbyt szybkie bieganie tego „drugiego”, choć trudno byłoby ustalić, który z nas naprawdę biegł za szybko. 😊

Ostróda - na deptaku nad jeziorem Drwęckim 🙂
Powitanie z Szefem GJG Group - jednego z głównych sponsorów mojego biegu 🙂
Już za Ostródą... 🙂
Grzesiek obserwuje... 🙂
We trójkę przez podostródzkie lasy
Krótki postój w lesie...
Piękne powitanie w Nadleśnictwie Miłomłyn 🙂
Taborskie sosny...
Przewijanie do góry